JAK SCHUDŁAM 18KG?

Jak schudłam 18kg? Jak wyglądała moja droga w walce o lepszą siebie? To pytania, na które większość z Was chciałaby na pewno znać odpowiedź. Długo mi zajęło, aby zdecydować się na napisanie tego postu, ale nadszedł na to czas, by podzielić się swoimi spostrzeżeniami, refleksjami i uwagami na temat odchudzania.

JAK SCHUDŁAM 18KG?

A więc zacznę od początku. Pierwsza myśl o odchudzaniu pojawiła się w mojej głowie ponad rok temu, gdy na świat przyszła moja córka Michalina. Niestety przez okres ciąży pozwalałam sobie na zbyt wiele, a moja waga rosła i rosła. Po porodzie było mi ciężko spojrzeć w lustro, nie lubiłam swojego ciała, a i fizycznie przez nadprogramowe kilogramy, miałam sporo problemów. Szybko się męczyłam, bolały mnie kolana, a dłuższy spacer był dla mnie jak maraton.

Myśl o tym, że muszę zmienić swoje życie, swoje odżywianie, wisiała nad moją głową ponad pół roku. Wtedy nadszedł moment krytyczny, gdy dotarło do mnie, że moja córka w przyszłości będzie potrzebować sprawnej mamy, która nadąży za jej dziecięcą energią, która dotrzyma jej kroku w zabawach czy wygłupach. Wówczas moja córka stała się moją największą motywacją, by pozbyć się zbędnego balastu. Motywacja to najważniejszy element całego procesu odchudzania, to ona nas napędza do działania. Każdy kto zaczyna walkę z kilogramami, musi znaleźć w sobie motywację i siłę do walki. A co to będzie, to sprawa indywidualna. Jedni chcą schudnąć dla wyglądu, inni dla zdrowia, a jeszcze inni dla swoich bliskich osób – i tak było w moim przypadku.

Stosowanie diety nie nastąpiło u mnie z dnia na dzień i nie jestem osobą, która radzi komukolwiek, żeby zaczynać od „zaraz”, bo to wcale nie jest takie proste. Więc jak schudłam 18kg? Oprócz motywacji jest potrzebna choć odrobina wiedzy na temat zdrowego odchudzania. Nie wierzę w magiczne środki odchudzające i nigdy mi przez głowę nie przeszło, żeby któryś z nich stosować, mam nadzieję, że Wam też nie (to zwykłe oszukiwanie ludzi i zarabianie na ich naiwności). Ja wolałam usiąść, poczytać i dowiedzieć się czegokolwiek o zdrowym odżywianiu, żeby już na starcie się nie zniechęcić, tylko dlatego, że nic nie wiem. Tak więc dużo czytałam na temat zdrowego odchudzania, ale również, dołączyłam na Facebooku, do pewnej grupy kobiet, które też się odchudzają (pozdrawiam Was dziewczyny bo wiem, że mnie czytacie 🙂 ), w której nieśmiało zadawałam pytania, by uzyskać odpowiedzi na nurtujące mnie dylematy, dotyczące odchudzania i zdrowego odżywiania. I tak, już ze sporą garścią wiedzy, zaczęłam swoją walkę z kilogramami 4 września 2017 r.

Co robiłam? Co jadłam? Jak schudłam 18kg?

Dużo by o tym pisać, ale przedstawię Wam moje najważniejsze zasady, których się trzymałam. Jadłam 5 posiłków dziennie, mniej więcej co 3 h, piłam minimum 2 l wody codziennie (gazowanej, bo nie jest gorsza od tej niegazowanej, a po prostu lepiej mi smakowała). Ograniczyłam cukier praktycznie do zera. Nie jadłam słodyczy, nie piłam słodzonych napojów i soków. Białe pieczywo i makarony zmieniłam na te z mąki pełnoziarnistej. Zaprzyjaźniłam się z piekarnikiem, w którym powstawało większość moich dań. Ograniczyłam jedzenie przetworzonych rzeczy typu jogurty, sosy w proszku, kostki rosołowe, dania w słoikach, fast food, kiepskiej jakości wędliny, sery żółte itd. Zaczęłam patrzeć na etykiety produktów, które kupowałam, czytałam ich składy i wybierałam te najzdrowsze. Większość z moich dań powstawało i powstaje ze świeżych składników, jak najmniej „wypchanych” chemią i różnymi dziwnymi substancjami.

Liczenie kalorii

Na początku drogi z odchudzaniem obliczyłam sobie również moje zapotrzebowanie kaloryczne i aby je kontrolować, przez pewien czas ważyłam wszystko co jadłam i wyliczałam z tego kalorie. Dzięki temu z czasem miałam większą świadomość, co i w jakich ilościach mogę jeść. Przez pierwszy miesiąc albo dwa stosowałam bardzo „rygorystycznie” swoją dietę, ale przyszedł moment, kiedy zaczęło mi brakować silnej woli. Pokusy były na każdym kroku i ciężko było im się oprzeć. Wtedy zrozumiałam, że nie może to tak wyglądać. I aby wytrwać, potrzebuję czasem zjeść coś, co po prostu lubię, a nie koniecznie jest to super zdrowe. Takie posiłki czyli inaczej „cheat meal’e” były moją odskocznią, ale również pomagały mi zachować równowagę psychiczną. Niestety etap odchudzania nie jest łatwy, ani przyjemny i czasem warto odpocząć, by kolejny dzień zacząć z nową, dobrą energią, a nie znów z negatywnym nastawieniem.

Gdy kilogramy spadały moja pewność siebie rosła. Z upływem czasu przestałam zadawać pytania na mojej ulubionej grupie o odchudzaniu, a to ja zaczęłam udzielać odpowiedzi i motywować inne kobiety do działania :), co sprawiało mi ogromną radość. Poczułam satysfakcję z tego, że oprócz spadku wagi mogę również doradzić innym w niektórych kwestiach.

MOJE SUKCESY

Od września do początku grudnia schudłam 10 kg! Nawet nie wyobrażacie sobie, jaka byłam z siebie dumna, że mi się udało. Tego uczucia nie da opisać się słowami, ale chyba przez tą radość, w tamtym momencie odpuściłam dietę. W mój zdrowy tryb odżywiana wkradło się lenistwo. Każdy z Nas ma w końcu gorsze dni i ja również je miałam. Na szczęście pewna mądra osoba (Marta dziękuje :*) postawiła mnie do pionu. Dzięki Niej zrozumiałam, że skoro tak dużo już osiągnęłam to nie mogę się poddać! Znów wróciłam do moich dietetycznych pyszności, tworzyłam nowe przepisy na dania w zdrowszej wersji, robiłam to co kocham, czyli gotowałam i jadłam 🙂 A kilogramy znów zaczęły spadać 🙂

I choć waga obecnie spada już dużo, dużo wolniej, to śmiało mogę stwierdzić, że osiągnęłam swój cel -18 kg!!!. Czuję się super sama ze sobą, mam pełno energii, a uśmiech jeszcze częściej gości na mojej twarzy. Jestem szczęśliwa, że podjęłam walkę ze swoimi słabościami i ją wygrałam. Nagrodą za mój wysiłek jest założenie tego bloga „Jemy i nie tyjemy”, choć i na to samej byłoby mi się ciężko zdecydować, ale pewna dobra duszyczka (Patrycja :*) stwierdziła, że mam potencjał, by pisać i dzielić się swoimi przepisami z innymi 🙂 Więc idąc za ciosem, założyłam blog kulinarny a Wy dzięki temu możecie korzystać do woli z moich przepisów.

Jeśli jeszcze się zastanawiasz czy podjąć walkę o siebie, to śmiało stwierdzam, że warto to zrobić! Uczucie gdy „wygrywasz” jest niezastąpione 🙂 I pamiętaj, że służę radą i wsparciem, śmiało możesz do mnie napisać 🙂 🙂 Zapraszam również do mojej grupy na Facebooku “Jemy i nie tyjemy” gdzie wszystkie walczymy o lepszą siebie.

A ja dziękuję wszystkim tym, którzy we mnie wierzyli i byli ze mną od początku mojej drogi z odchudzaniem 🙂 Grudnióweczki dziękuję 🙂

20 Komentarze

  1. Ja dzięki Tobie podjęłam swój drugi krok w walce o lepszą siebie, pierwszy również tak jak ty – 10 kg, później odpuscilam, i dostałam kopniaka od Ciebie dzięki czemu znów stanęłam do walki, a do tego gotuję razem z Tobą, dziękuję

  2. Wow. Niesamowita metamorfoza. Sama swojego czasu zrzuciłam 15kg jednak znów trochę sobie odpuściłem zimą i chce wrócić do mojej świetnej figury. Twój blog jest dla mnie super motywacją. Świetnie, że to piszesz ❤

  3. Witaj. Ja schudlam 11 kg przez 2 miesiace. Od 3 miesiecy waga stoi. Jestem zalamana, czuje, ze sie poddaje. Schudlam jedzac na sniadanie na co mialam ochote a potem warzywa i owoce. Nie umiem sie odchudzac. Waze 74kg, mam 165cm. Co robic?

  4. Witaj Sylwio
    Może wrzucilabys jakąś część menu które ty jadłaś jak traciłaś wagę byśmy mogły zobaczyć jak te posiłki powinny wyglądać bo gdzieś doczytałam że sobie sama jadłospis układałas
    Miałybyśmy jakiś sprecyzowane menu
    Od czego zacząć wiedząc że ma być 5 regularnych posiłków
    Serdecznie Cię pozdrawiam i czekam na odpowiedź

    • Witaj Gosiu 🙂 Myślę nad takim postem, może wkrótce się pojawi 🙂 Tymczasem zapraszam do mojej grupy na Facebooku “Jemy i nie tyjemy”, razem z dziewczynami prowadzimy cykl codziennych postów, gdzie każda dodaje zdjęcia dań, które je w ciągu dnia. To bardzo pomocne przy zaczynaniu walki z nadwagą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*